Dotknięci przez Obfite Odkupienie

Zobacz video

Napisy w twoim języku zamieszczone są w opcjach odtwarzacza YouTube.

Przeczytaj

Dzieło ewangelizacji – Uczeń:
Dotknięci przez Obfite Odkupienie

 

Pan Bóg działa w świecie, choć może tego nie dostrzegamy. Chcemy zaprezentować Wam świadectwa osób, które dzięki posłudze redemptorystów, doświadczyły Obfitego Odkupienie. I choć pochodzą z różnych krajów, z różnych kultur to są dowodem na to, że tak – Bóg działa, Bóg czyni cuda i Bóg przemienia życie człowieka.

 

Świadectwo Eweliny

Wiara była gdzieś we mnie od samego początku, ale myślę że była tak głęboko zakopana, że nie interesowało mnie chodzenie do kościoła. Byłam wręcz nastawiana tak “anty”. Oczywiście, były momenty, gdzie trzeba było pójść, jak na przykład: pogrzeb, święta, ale na zasadzie: “poświęcenia jajek”, a nie jakichś głębszych przeżyć – absolutnie nie.

Teraz jest zupełnie odwrotnie! Teraz idę do kościoła w każdą niedzielę, w każde święta, czynię nawet znak krzyża przed jedzeniem, co kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia. Jest totalnie inaczej. 

Generalnie, nie wyobrażam sobie tego wszystkiego bez redemptorystów i to do tego stopnia, że nie wyobrażam sobie pójść na Mszę do innego kościoła. To jakie mają podejście do ludzi, ta otwartość i takie poczucie, że co by się nie działo, to zawsze są obok. 

Pierwsze wydarzenie z udziałem redemptorysty, takie które pamiętam do dzisiaj, a było to dwadzieścia parę lat temu, to była kolęda. Wracałam autobusem do domu, na gapę i dostałam mandat. Ksiądz po kolędzie, zbierał ofiary w kopertach. Moja mama oczywiście opowiedziała całą historię i to, że dostałam mandat… i ten ojciec powiedział, że on absolutnie koperty nie weźmie. Wyciągnął pieniądze z kopert, które zbierał wcześniej, dał mi na zapłacenie mandatu i powiedział, że w zamian za to, chce mnie po prostu widzieć w niedzielę w kościele. To było pierwsze zderzenie z takim normalnym człowiekiem.

Myślę, że pomaga mi też to, że poznałam ich tak bardziej prywatnie, na stopie koleżeńskiej, przyjacielskiej. Ale nie tylko. Bardzo pomagają mi kazania. Nie zawsze wszystko rozumiem, a kazania dużo rozjaśniają. To jest mega plus na ich korzyść. Bardzo lubię chodzić na czuwania, które organizują, bo tam pierwszy raz doświadczyłam tego… miałam takie poczucie, że coś jest, bo siedziałam w ławce i łzy same mi płynęły. Nie spodziewałam się, że ja tak mogę.

 

Świadectwo Juana

Cześć, nazywam się Juan Jiménez García. Mam 17 lat i obecnie jestem uczniem klasy maturalnej. W przyszłości chcę rozpocząć studia inżynierskie. 

Opowiem wam o moim doświadczeniu z misjonarzami redemptorystami oraz o tym, jakie było moje nastawienie do nich aż do dnia dzisiejszego.

Kiedy byłem mały, nie lubiłem za bardzo chodzić do kościoła, bo Msze wydawały mi się trochę nudne. Wtedy moja babcia musiała nakłaniać mnie do uczęszczania do kościoła w każdą niedzielę. Mówiła: „Idziemy do kościoła, będzie miło!”. Nie podobało mi się to. Gdy przyszedł moment mojej Pierwszej Komunii Świętej, moja babcia bardzo się cieszyła z tego powodu. Było to dokładnie w czasie, kiedy do naszej parafii przybyli misjonarze redemptoryści. Słuchanie katechez stało się przyjemne, lubiłem wtedy przychodzić do kościoła. Msze wydawały mi się zabawne i było bardzo śmiesznie, ponieważ nasz proboszcz, który miał na imię Antonio, odprawiał Eucharystię w „interesujący” sposób i razem z przyjaciółmi uwielbialiśmy gromadzić się na spotkaniach grup parafialnych. Wtedy zacząłem częściej uczęszczać na nabożeństwa. 

Później nadszedł czas, w którym odszedłem od środowiska harcerzy (Juan należał do grupy harcerskiej – przyp. red.). Kościół również znalazł się w moim życiu nieco na uboczu. Był to okres, w którym nie byłem pewien tego, co czułem w stosunku do Boga, więc zdecydowałem się zrezygnować z zaangażowania w kościele. W miarę upływu czasu zacząłem za tym tęsknić. Podczas Fallas, (Festiwalu Ognia w Walencji – przyp. red.) jeden z moich znajomych powiedział mi, abym wybrał się na El Espino (zjazd młodzieży organizowany przez hiszpańskich redemptorystów). Porozmawiałem z moim proboszczem, o. Carlosem Galanem i spytałem go, czy pozwoliłby mi tam pojechać. Odpowiedział, że byłby zachwycony, gdybym pojechał i zobaczył, jak tam jest. Będąc na miejscu, podczas rozmyślania, które praktykowaliśmy, miałem moment, w którym poczułem się nieco zalękniony, ale jednocześnie był to pewnego rodzaju „przyjemny” lęk. To uczucie było dziwne, ponieważ poczułem jakby czyjąś obecność (rozmyślałem wtedy sam). Ogarnął mnie bardzo przyjemny, wewnętrzny spokój, ponieważ mogłem rozmawiać z Bogiem i zrozumiałem, że wzywa mnie On do powrotu – zarówno do harcerstwa, jak i do życia w Kościele. Krok po kroku odnajdywałem się i wracałem, trafiłem też do grupy młodzieżowej. Zdecydowałem się również przystąpić do sakramentu bierzmowania. 

Takie jest moje dotychczasowe doświadczenie życia z i w Kościele. 

 

Świadectwo Oli

Cześć! Nazywam się Ola, mam dwadzieścia jeden lat. Studiuję na wydziale prawa Uniwersytetu Lwowskiego. Niebawem uzyskam tytuł magistra. W dzieciństwie wychowywałam się w pobożnej rodzinie z pięknymi tradycjami chrześcijańskimi. Wydawało mi się, że mam cudowne życie wypełnione szczęściem, jednak potem zrozumiałam, że tylko tak mi się wydawało. Od dziecka należałam do parafii pod wezwaniem św. Jozafata we Lwowie, którą prowadzą redemptoryści . Nigdy jednak nie rozumiałam znaczenia słowa „redemptorysta” i nie wiedziałam, kim tak naprawdę jest „praktykujący chrześcijanin”. 

Moja znajomość z redemptorystami zaczęła się w młodzieżowej wspólnocie przy parafii. Zanim przyszłam do tej grupy na pierwsze spotkanie, przez prawie pół roku uczęszczałam codziennie do kościoła. Zadawałam sobie pytanie, co motywuje mnie do codziennego uczestniczenia w liturgii. Mijały lata, a ja nadal nie wiedziałam, co było tego przyczyną. Jestem jednak pewna, kto zaprowadził mnie na tę drogę. Ten ktoś wskazał mi tylko ścieżkę, zaś wszystko potoczyło się dalej samo: częsta spowiedź, codzienna Eucharystia, czytanie Pisma Świętego i książek o życiu duchowym… Gdy doświadczyłam tak wielkiej miłości Jezusa Chrystusa, to w świetle Jego życia zobaczyłam, że moje własne w dotychczasowym kształcie było pozbawione sensu. 

W dzieciństwie doświadczyłam wielu radosnych momentów, m.in. podróży, ale to wszystko działo się bez Chrystusa i bez poczucia Jego miłości. Prawdziwe szczęście jest bowiem tam, gdzie jest Jezus, zaś prawdziwą miłością jest kochanie Chrystusa. Dzięki redemptorystom pierwszy raz doświadczyłam tego, czym są rekolekcje, czuwania i festiwale młodzieżowe. Swój pierwszy różaniec otrzymałam jako podarunek od ojca redemptorysty i z nim właśnie odmówiłam po raz pierwszy tę modlitwę. Dzięki zaangażowaniu tego zakonnika zapoczątkowaliśmy przy naszej parafii działalność wspólnoty „Wiara i światło”, w której pomagaliśmy niepełnosprawnym dzieciom. Jestem wdzięczna Panu Bogu za możliwość tej służby. Poznając lepiej zgromadzenie, otrzymałam tak naprawdę wielką rodzinę. Mogę wejść do któregokolwiek kościoła redemptorystów i czuć się jak u siebie w domu. Byłam wszędzie na Ukrainie w miejscach, gdzie posługują redemptoryści i gdybym nie była członkinią redemptorystowskiej wspólnoty, to jestem przekonana, że nigdy w życiu nie odwiedziłabym tych miejsc. 

To redemptoryści podarowali mi przyjaciół. Gdyby mi ktoś kiedyś powiedział, że będę przyjaźnić się z księdzem albo siostrą zakonną, to wyśmiałabym go albo przeraziła się taką perspektywą. To jednak naprawdę jest dla mnie wielkie i cenne doświadczenie. Ludzie, których otrzymałam dzięki tej wspólnocie, zmienili mnie i brakuje mi słów, by wyrazić moją wdzięczność za takich przyjaciół. Dzięki redemptorystom i osobom z nimi związanymi pewnego dnia, na parafialnym festynie, przy jednym z kościołów redemptorystów, poznałam mojego chłopaka, a dwa lata później, w innym kościele należącym do zgromadzenia, zostałam jego narzeczoną (w Kościele Greko-Katolickim istnieje specjalny obrzęd zaręczyn – przyp. red.). Za jakiś czas będę jego żoną, a stanie się to w kościele, w którym dowiedziałam się, kim są redemptoryści, gdzie doświadczyłam miłości Chrystusa i stałam się świadkiem Jego wielkiego Odkupienia. Nie wyobrażam sobie, gdzie i kim byłabym teraz, gdyby pewnego dnia Duch Święty nie poprowadził mnie tą drogą. Uważam jednak, że nie ma sensu o tym myśleć, bo Boży plan i Opatrzność to coś najpiękniejszego, co może mnie spotkać.

 

Autorzy: Ewelina Kowalczyk, Juan Jiménez García, Olena Vasylyna
Tłumaczyli: Hubert Starzycki CSsR, Artur Kuśnierz CSsR


Muzyka: https://filmmusic.io „Eagle Rock”
Licencja: CC BY (http://creativecommons.org/licenses/by/4.0/)

This post is also available in: English (angielski) Español (hiszpański)


Aktualności